Witajcie! Powróciłam na małą, krótką chwilkę i zdążyłam naskrobać to coś. Udało mi się ubłagać rodzinkę o pozwolenie korzystania z kompa w weekendy. Niestety tylko na godzinkę ewentualnie dwie. Wrzucam dziś tego one-shota. Nie wiem kiedy uda mi się jeszcze coś napisać, więc mam nadzieję, że tym Was choć trochę zadowolę.
Dedykuję to wszystkim którzy czytają mojego bloga. Zarówno tym komentującym jak i tym cichym czytelnikom, którzy się nie odzywają i nie pozostawiają po sobie żadnego śladu.
PS. Teraz już nie ma Dark Angel. Teraz jestem Desire (pol.pragnienie, pożądanie) :D
_________________________________________________________________________________
"Osiemnastoletni Bill Kaulitz, sławny wokalista zespołu Tokio Hotel, próbował dziś popełnić samobójstwo. Z naszych ustaleń wynika, że chłopak miał depresję z powodu odrzucenia przez jedną z fanek. Gdyby nie pomoc jego brata bliźniaka, Toma Kaulitza, doszłoby do wielkiej tragedii. Policja nie chcę udzielać szczegółowych informacji na temat całego zajścia, jednak anonimowy informator powiadomił nas, iż piosenkarz miał wiele problemów osobistych. Jednym z nich była sytuacja rodzinna, a także depresja. Lekarze mówią..."
Leżę na niewygodnym, szpitalnym łóżku, czytając te dziennikarskie wypociny. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że tak szybko to wszystko ujrzy światło dzienne i znajdzie się w prasie.
Jednym słowem, jestem Bill Kaulitz. Sławny Bill, a leży w psychiatryku. Cóż za zbieg okoliczności, nieprawdaż?
Większość informacji z tej gazety jest kłamstwem.
Prawda, chciałem popełnić samobójstwo, ale bynajmniej nie z powodu jakiejś fanki. No błagam, która by mnie odrzuciła? MNIE???
Problemy rodzinne? To jest jakaś totalna kpina! Moja rodzina jest normalna, bezproblemowa!
Depresja? No tu może jest jakaś nutka prawdy.
Odrzucenie? Tutaj zaczyna się robić ciężko.
Ale zacznę wszystko od początku...
Trasa koncertowa Zimmer 483. Wszystko zaczęło się właśnie tam i tam też się zakończyło.
Koncerty, alkohol, zabawa... Tak mniej, więcej miało to wyglądać.
Nasz kolejny koncert. Tym razem byliśmy w Oberhausen.
Jak zawsze po występie szliśmy na imprezę. Niestety ja zostałem zatrzymany przez Josta.
Zaczęło się niewinnie, jak zawsze.
-Bill, co ci jest? Przecież widzę, że się zmieniłeś. Czy to cię już nie uszczęśliwia?
-Mam już dość, tego że nie mogę nigdzie wyjść sam! Wszędzie muszę chodzić z ochroną! No po prostu zero prywatności! A zmieniłem się dlatego, że odkryłem, iż jestem gejem!-wykrzyczałem mu w twarz.
David aż poczerwieniał ze złości, gdy to usłyszał. Przestraszyłem się go i usiadłem, żeby jak najszybciej się od niego odsunąć.
Gdy się troszeczkę uspokoił, wycedził przez zęby modulowanym, lecz niezbyt spokojnym, głosem:
-Nie masz prawa się z tym ujawniać, rozumiesz Bill?
Kiwnąłem niemrawo głową i uciekłem do pokoju hotelowego.
Tam rzuciłem się na łóżko i rozryczałem jak mięczak.
Potem wszystko stało się rutyną.
Wywiad, koncert, łóżko i płacz.
Właśnie tak wyglądało moje życie przez kolejnych kilka tygodni.
Wszystko jeszcze bardziej się spieprzyło, gdy pewnego "pięknego" wieczora przyszedł do mojego pokoju zaniepokojony bliźniak.
Wmawiał mi, że się izoluje, że coraz bardziej zamykam się w sobie. Po części miał rację.
Wypytywał o przyczynę mojego zachowania. W odpowiedzi usłyszał jedynie cichy szloch.
Nie byłem zdecydowany czy mu powiedzieć, czy okłamać go.?
Dredziarz szybko zrezygnował i już miał zamiar wyjść z mojego pokoju, gdy poprosiłem cicho, aby został.
Spełnił moją prośbę i usiadł na skraju mego łóżka.
Opowiedziałem mu całą prawdę, a on patrzył na mnie z coraz większym przerażeniem. Gdy zakończyłem opowieść, brat bez słowa przysunął się do mnie i mocno przytulił. Brakowało mi tej bliskości jaką kiedyś bardzo mocno odczuwałem. Podczas trasy koncertowej nie mieliśmy wiele czasu dla siebie. Próby i wywiady zajmowały nam większość czasu.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez kilka minut, w ciągu których starałem się uspokoić i przestać płakać. Obecność Toma wpływała na mnie kojąco oraz uspokajająco.
Chłopak odsunął mnie od siebie na kilka milimetrów, a potem po prostu wpił się w moje wargi.
Całował mnie nieśpiesznie.
Zakończył pocałunek, spojrzał na mnie, wstał i wyszedł z pokoju.
Poszedł i zostawił mnie samego.
Czułem się jak zagubione dziecko, które stara się odnaleźć w tym wielkim, złym świecie.
Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, więc położyłem się spać. Nie musiałem czekać długo na sen. Koncert i płacz wykończył mnie na tyle, aby zwalić mnie z nóg.
Rano, gdy leżałem na łóżku, intensywnie myślałem o zdarzeniu z przed kilku godzin.
Nic sensownego nie przyszło mi do głowy, więc zszedłem na dół do stołówki.
Tam przy stoliku zastałem już resztę naszej bandy. Zauważyłem jak Tom spojrzał na mnie cosik niepewnie.
Muszę przyznać, że ja też nie czułem się komfortowo po wydarzeniach, które miały miejsce ostatniej nocy.
Zjedliśmy śniadanie w trochę niemiłej atmosferze. Na szczęście Geo i Gus o nic nie pytali.
Chyba spaliłbym się ze wstydu gdybym miał im powiedzieć, że lizałem się ze swoim bliźniakiem.
Po posiłku, standardowo pojechaliśmy do studia. Wywiad próba i kolejny koncert.
Tym razem byliśmy w innym hotelu. Ja i Tom mieliśmy wspólny pokój.
Starałem się tej nocy nie płakać, ale emocje chciały znaleźć na siłę ujście, drogę ucieczki. Ja nigdy nie byłem zbyt silny, więc często płakałem. Czułem się bardzo bezsilny.
Koło północy do pokoju wrócił mój brat. Zdziwił mnie fakt, że był sam i nie przyprowadził sobie jakiejś laski na jedną noc.
Jeszcze bardziej zszokowało mnie to, że Dredziarz położył się w ze mną w łóżku, obejmując mnie od tyłu.
Poczułem, że odwraca mnie w swoją stronę. Czuć było od niego alkoholem, ale nie był pijany. Widziałem to po oczach, które teraz niebezpiecznie się błyszczały.
Nie zdążyłem zareagować, bo Tom już zachłannie całował moje usta.
W tym momencie nic innego się nie liczyło. Zatraciłem się w nim i postanowiłem żyć chwilą i nie przejmować się przyszłością.
Chłopak zaczął mnie powoli rozbierać. Ja nie pozostałem mu dłużny.
Obaj byliśmy już nadzy i bardzo podnieceni.
Dodatkowym bodźcem wpływającym na moje odczucia był jego penis, który co chwila ocierał się o moje podbrzusze.
Nie mogłem już wytrzymać. Błagałem go, aby we mnie wszedł. Tak po prostu, jak bezwstydna dziwka, wypiąłem się do niego.
Żaden z nas nie uprawiał wcześniej gejowskiego seksu, więc nie mieliśmy wprawy.
Bardzo dokładnie poczułem jak Dred wchodzi we mnie do końca. Nie przygotował mnie do tego. Strasznie bolało, a uczucie rozciągania wewnętrznego było nie do zniesienia. Jednak jego ręka zataczająca płynne ruchy na moim przyrodzeniu skutecznie odwracała uwagę od obcego ciała obecnie znajdującego się głęboko w moim ciele. Chłopak już po chwili zaczął płynnie poruszać biodrami. Na początku trochę bolało, ale potem Tom nacisnął jakiś magiczny punkt w moim ciele i tym samym zacząłem odczuwać ogromną przyjemność. Chłopak przyspieszył, a ja zacząłem głośno jęczeć. Obaj byliśmy tak bardzo spragnieni swojej bliskości, że już po kilku, kolejnych, mocniejszych pchnięciach, obaj doszliśmy głośno krzycząc z przyjemności. Opadłem na posłanie, jednocześnie penis Toma wysunął się ze mnie. Skomentowałem to cichym mruczeniem. Dredziarz spojrzał na mnie, poprawił spodnie i wyszedł.
Znów to zrobił. Znów zostawił mnie samego.
Zostałem sam. Czułem się jak szmata. Taki wykorzystany i nikomu nie potrzebny.
I kolejny raz rozryczałem się jak baba.
Płakałem i płakałem, aż w końcu byłem tak wykończony, że zasnąłem.
Obudziłem się o siódmej nad ranem. Ogarnąłem się tak, żeby nie było śladu po wczorajszym płaczu. Starałem się też nie ujawniać jak bardzo rozchwiany emocjonalnie byłem w tamtej chwili. Unikałem wszelkich kontaktów, a zwłaszcza z Tomem. Po tym co mi wczoraj zrobił nie byłem wstanie spojrzeć mu w oczy. Prawda jest taka, że to boli. Osoba, którą kocham tak mnie zraniła. Tak, KOCHAM. Nie tylko jak brata. Uświadomiłem to sobie wczoraj leżąc na łóżku i płacząc. Pomyślałem, że gdyby Toma zabrakło, albo po porostu by odszedł to ja nie mógłbym normalnie żyć i funkcjonować. Za bardzo jestem do niego przywiązany. Za bardzo go kocham. Uświadomienie sobie tego również nie było proste. Wręcz przeciwnie to okropnie bolało. Ja nigdy nie byłem odporny na ból. Fizyczny jak i psychiczny. Jestem taki słaby, taki bezbronny.
Po kolejnym koncercie znów powróciłem do pokoju, aby w spokoju wyspowiadać się poduszce. Tylko ona potrafiła mnie wysłuchać i nie skrzywdzić. Jak zwykle płakałem. To była po prostu rutyna. Taka cholernie męcząca rutyna. Miałem dość, ale nie chciałem kończyć swego i tak już marnego żywota. Lecz ty znowu przyszedłeś. Znów mnie uwiodłeś. Ja ci się dałem. Jestem nic nie warty. Nie potrafię wytrwać w najmniejszym postanowieniu. Znów oddałem ci całego siebie, a ty wziąłeś wszystko. Nie pozostawiłeś nic, co mogłoby we mnie jeszcze normalnie funkcjonować. Bez ciebie ja już nie istniałem. Pragnąłem cię jak nikogo innego. Nigdy nie czułem tak wielkiej pustki rozdzierającej moje serce na miliony małych kawałeczków. Byłem pewny, że tylko ty możesz je z powrotem poskładać. Lecz ty nie chciałeś. Brałeś garściami to co chciałeś, ale nie pozostawiłeś niczego. Zabrałeś moje ciało i nie szczędziłeś również mej rozdartej duszy. Już się nie broniłem. To nie miało jakiegokolwiek sensu. Wiedziałem, że jak tylko mnie dotkniesz, pocałujesz lub nawet spojrzysz w TEN sposób, ulegnę ci. Byłeś moim panem, a ja twoją prywatną dziwką.Wiem, że ty nigdy mnie tak nie nazwałeś, ale ja tak właśnie o sobie myślałem. Byłem dziwką, szmatą, kurwą. Nic nie warte ścierwo, które użala się nad sobą. To ty, Tom, do tego doprowadziłeś. Zniszczyłeś mnie. Do tego jak ci się już znudziłem, tak po prostu mnie zostawiłeś. Już nie miałeś przyjemności z pieprzenia zadurzonego w tobie braciszka, więc pozbyłeś się go. Postanowiłeś mnie jeszcze upokorzyć i do końca zepsuć.
Kolejne już z kolei miasto, w którym graliśmy koncert. Los chciał, że byliśmy, z Tomem w jednym apartamencie. Koncert, a po nim jak zwykle after-party. Już bardzo dawno zrezygnowałem z uczestniczenia w tego typu imprezach, więc nikt nic nie podejrzewał kiedy sam wracałem do pokoju hotelowego. Tam jak zwykle leżałem na łóżku. Obiecałem sobie już nie płakać i jak na razie udawało mi się dotrzymać słowa. Wtem znów pojawiłeś się ty. Lecz tym razem nie byłeś sam. Z tobą do pokoju weszła wysoka, cycata brunetka z krągłym tyłkiem i wielkimi, wlepionymi w ciebie migdałowymi oczami. Rzuciłeś mi tylko krótkie, pełne obrzydzenia i odrazy spojrzenie po czym udałeś się w stronę swojego łóżka. Dziewczyna bez słowa podążyła za tobą. Potem słyszałem już tylko jej głośne jęki oraz twoje westchnienia i polecenia co chwilę rzucane dziewczynie.
Zabolało. Czułem rozdzierający ból tuż pod mostkiem, w okolicach gdzie kiedyś znajdowało się moje pełne miłości i radości serce. W tamtym momencie coś we mnie pękło. Nie mogłem już tego wszystkiego znieść.
Nie zastanawiając się nad tym co robię, wybiegłem z pokoju. Cały w nerwach pobiegłem na dach piętnasto piętrowego hotelu. Chciałem ze sobą skończyć raz na zawsze, aby tylko uwolnić się od mojego dotychczasowego życia. Stanąłem na krawędzi i już miałem zamiar zrobić ten ostatni krok, już byłem na to gotowy. Lecz nie! Ty znów się tam pojawiłeś. Przeklinałem los za to, że tak bardzo cię pokochałem. Ty wykorzystałeś moją chwilę zawahania i zadzwoniłeś po policję oraz karetkę.
Oni zabrali mnie do szpitala psychiatrycznego.
Jestem tu dopiero od wczoraj lecz już wariuję. Ta biel mnie przytłacza. Z tej bieli jakby anioł się wyłania, lecz to tylko pielęgniarka. Leżę i czekam. Potem ktoś cichutko otwiera drzwi. Zamarłem. Znów ty. Nie miałem siły na ciebie nakrzyczeć. Nie miałem siły już na nic.
Od tamtej pory minęło już ponad cztery miesiące. Cztery długie i uciążliwe miesiące podczas, których ty nieustannie mnie odwiedzałeś. Dziwne, że nie zauważyłeś jak cierpię. To przez ciebie się tu znalazłem. Wypaczyłeś mi mózg i całą psychikę. Pokochałem cię, a ta miłość doprowadziła mnie do ruiny.
A ty jako kochany i szlachetny braciszek prowadzony przez wyrzuty sumienia, odwiedzałeś mnie kilka razy w tygodniu i zostawałeś całe dni.
Nie zamierzałem nic mówić. Będę sobie tak w ciszy umierał od środka. Samotnie, chociaż nie jestem sam. Żałośnie, bo nie mam niczego co mogłoby mnie trzymać przy mym marnym życiu. Okrutnie, bo twa obecność zabija moją duszę i serce. To najgorsza śmierć jaka może czekać człowieka.
Dziękuję, Tom.
To ty mnie zabiłeś.
Twa Obecność Nadal Mnie Zabija.