Specjalna dedykacja dla
Laurel.
Dziękuje, że jesteś. Choć komentowałaś mało razy to czuje twoją obecność. Dziękuje ci za to <3
Mam nadzieję, że zostawisz po sobie więcej szczerych opinii i wskazówek, bo wiem, że nie jestem idealna, ale się staram. Każde uwagi przyjmę i postaram się poprawić.
Wasze komentarze bardzo wiele dla mnie znaczą. Dziękuje wszystkim ;3
__________________________________________________________________________________
Noc, ale ja nie śpię. Odpalam laptopa, wchodzę na pocztę.
Kolejne zlecenie. Nie, nie jestem przedsiębiorcą. Ja jestem najdroższym płatnym mordercą w całej Europie, a może nawet i na świecie. Czemu? Mam najlepszą metodę opanowaną do perfekcji. Uwodzę, rozkochuję, a potem zabijam. Uwielbiam to! Ta praca sprawia mi satysfakcję. Uwielbiam patrzeć jak moje ofiary wpadają w moje sidła i zakochują się we mnie. Ja wykorzystuje je, a gdy mi się znudzą po prostu się ich pozbywam. Uwielbiam ten strach i niedowierzanie w ich oczach. Ostatnie pytanie"
Dlaczego?". Mój psychopatyczny śmiech jest ich jedyną odpowiedzią. A potem bez mrugnięcia okiem pozbawiam ich największego skarbu- życia.
Kiedy zabiłem po raz pierwszy? Jak miałem 15 lat. Moją pierwszą ofiarą był mój własny ojciec.
Pamiętam to doskonale...
Nienawidziłem go!
Bił mnie i gnoił, a moja matka nawet nie próbowała mi pomóc. Pałałem do nich czystą nienawiścią. Gdy go zabiłem, matka zaczęła się pluć, więc też się nią zająłem. Nie miałem po tym żadnych wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie czułem z tego chorą satysfakcję. Już wtedy wiedziałem czym będę się zajmował. Stało się to dla mnie rutyną, codziennością.
Wróciłem z moich rozmyślań do rzeczywistości. Zacząłem czytać zlecenie. Tym razem moją ofiarą był chłopak o imieniu Tom. Hmmm... Ciekawe. Jest on sławnym modelem odzieży skejtowskiej i stanowi ogromną konkurencję dla mojego zleceniodawcy. Potem przeliczyłem liczbę zer które znajdują się w mojej pensji. Zgadzały się. Napisałem, że biorę to zlecenie. Chłopaka znajdę codziennie o 15 w Coffee Für Dich!
Jaki snob z niego, że chodzi do najdroższej kawiarni w Berlinie-pomyślałem.
No to jutro zajmę się poznaniem chłopaka, a potem uwodzeniem go. Będzie ciekawie. Zasnąłem snując plany, co do tego modela.
Obudziłem się o 10 co jak na mnie było bardzo wcześnie. Nie mogłem już usnąć, więc wstałem i zrobiłem sobie kawę.Następnie umyłem się i zjadłem śniadanie, zanim się obejrzałem była już 14.30. Musiałem się zbierać, żeby zastać na miejscu tego Toma.
Do kawiarni dojechałem dziesięć po trzeciej.
Zauważyłem, że przy jednym ze stolików siedział chłopak, który pasował do opisu jaki dostałem w mailu, jednak zdziwiło mnie to, że czytał książkę. Miał dredy koloru ciemny blond, full-capa, ciuchy za duże o jakieś siedem rozmiarów i kolczyka w dolnej, pełniejszej wardze. Nie ma nic dziwnego w tym, że takiego przystojnego faceta zatrudniono jako modela. Nie, nie jestem gejem. Jestem biseksualny, ale bardziej podniecają mnie faceci. Na to nic nie poradzę.
Usiadłem przy stoliku naprzeciwko chłopaka. On wyjrzał zza książki, więc uśmiechnąłem się do niego słodko (najzabawniejszą rzeczą w mojej pracy, było to całe uwodzenie). Chłopak chyba lekko się speszył, gdyż od razu odwrócił wzrok. Udawał, że czyta, ale nie poruszał oczami, więc tylko idiotycznie wpatrywał się w tą książkę, żeby na mnie nie patrzeć. Czyżby pan sławny był gejem? Pomyślałem, że już jest mój. Podszedłem do niego i zapytałem uroczym głosem:
-Przepraszam, ale czy pan jest tym sławnym modelem? Tom Kaulitz, racja?
-Tak to ja.-odpowiedział. Chyba był lekko zawiedziony.
-Czy coś się stało, że siedzi pan tutaj sam? Wokół tylko pary. Może pana dziewczyna jest w łazience?-zacząłem snuć zmyślone podejrzenia.
-Nie-odpowiedział- Nie mam dziewczyny. Jestem singlem. A dlaczego pan pyta?-w jego głosie można by było doszukać się nutki podenerwowania.
-A, nie tak tylko się pytam...
-Niech mi pan tu nie ściemnia, bo ja nie jestem głupi! Albo mówisz o co chodzi, albo spieprzaj!-powiedział.
Mmmm... Kotek ma pazurki. Ciekawe jak zareagujesz na to co teraz usłyszysz? Hahaha...
-No dobrze jeśli mam mówić wprost to, OK. Tom, jesteś zajebiście seksownym i pociągającym facetem. Znam wiele osób, które na ciebie lecą i ja jestem jednym z nich. Chciałem się z tobą umówić.-ostatnie zdanie wypowiedziałem nieco ciszej, żeby stworzyć pozory nieśmiałości.
On zamilkł. Nie spodziewał się takich wyznań od dopiero co poznanego chłopaka.
-Skąd taki pomysł, że ja mógłbym być gejem lub bi?-zapytał podejrzliwym tonem.
-Nigdy nie zaszkodzi spróbować.-odpowiedziałem z uśmiechem.
-Yhhh...-westchnął.- Nie wiem jakim cudem, ale udało ci się mnie rozgryźć...
-Bill.-wtrąciłem podając mu rękę. Uścisnął ją dość niepewnie.
-Tak, Bill.-powtórzył.- To gdzie chciałbyś się spotkać?
Hmmm.... Szybko poszło. Gdzie moglibyśmy się spotkać, żeby było tam mało ludzi, ale nie żeby od razu u mnie? Myśl Bill! MYŚL! Wiem...
-Może pójdziemy do restauracji
"Wie Süß" , a potem do parku na spacer? Co o tym myślisz?
-Świetny pomysł. To może jutro o 20 przed tą kawiarnią?
-OK.-odpowiedziałem.-To do zobaczenia, Tom.-szepnąłem i pomachałem mu na pożegnanie.
Odmachał i uśmiechnął się. "To będzie ciekawy epizod w moim życiu" pomyślałem.
Cały dzień nudziłem się jak cholera. W końcu gdy wybiła 18 zacząłem się szykować. Gdy skończyłem wyglądałem bosko. Czarno-czerwona kraciasta koszula, czarne obcisłe rurki, buty na platformach oraz kilka bransoletek na nadgarstkach. Wychodząc jeszcze raz przejrzałem się w lustrze i poprawiłem mojego irokeza. Byłem na miejscu punktualnie co nie zdarza się często. Zazwyczaj robię efektowne wejście spóźniając się nieco.
Toma rozpoznałem od razu po dredach i za dużych ciuchach. Tego wieczoru wyglądał jednak inaczej, tak bardziej elegancko. Co prawda wciąż miał za luźne ubrania, ale teraz białe obszerne dżinsy świetnie komponowały się z fioletową bluzą i czarnym full-capem. Zaszedłem go od tyłu.
-Hej, Tom.-przywitałem się.
On spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko, ukazując szereg białych zębów.
-Witaj! Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki, ty też niczego sobie.-powiedziałem i wszedłem do restauracji.
Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Często też zwracaliśmy na siebie uwagę całego otoczenia. Nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Zauważyłem, że przy nim czuje się zupełnie inaczej niż przy moich innych ofiarach. Czułem się taki jakiś ważny i rozumiany. To było na prawdę miłe uczucie.
Po kolacji mieliśmy udać się na spacer po pobliskim parku.
- A co powiesz na to, żebyśmy poszli do mnie?-spytał nieśmiało- Mam dobre, czerwone wino i fajne filmy. Oczywiście jeśli zechcesz.
-Jasne. Czemu nie?-odpowiedziałem wesoło.
Udawanie miłego i słodziutkiego Billa szło mi świetnie. Miałem tylko, takie dziwne uczucie, że robię to zupełnie naturalnie i świadomie. Zignorowałem to i poszedłem razem z nim.
Muszę przyznać, że Tom ma bardzo ładny dom. Taki w "moim stylu", więc od razu poczułem się jak u siebie. Usiadłem na dużej kanapie w salonie, a chłopak nalał nam wina. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, a alkohol przyjemnie szumiał nam w głowach.
Pierwszy raz od kilku lat naprawdę czułem się zadowolony.
Potem sprawy potoczyły się już same. W jednej chwili znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko siebie, a w następnej Tom wpił się czule w moje usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Nie zamierzałem tracić czasu, więc zacząłem go rozbierać. Nie opierał się. Czułem, że ten seks będzie inny niż wszystkie. Gdy już byliśmy nadzy, Tom obrócił mnie tyłem do siebie i zaczął delikatnie pocierać swoim członkiem o moją dziurkę. Nie wytrzymywałem już. Nie mam pojęcia co on ze mną zrobił, ale podobało mi się to, że chce żebym był jego. Zawsze to ja pieprzyłem moje ofiary. Z moich przemyśleń wyrwało mocne pchnięcie Dredziarza. Jęknąłem głośno z przyjemności. Nie spodziewałem się, że bycie pasywem może być takie podniecające i przyjemne. Chłopak zaczął się we mnie rytmicznie poruszać. Jęczałem i wiłem się pod nim. Z jednej strony nie chciałem kończyć, ale z drugiej już wariowałem i dusiłem się z tej przyjemności.
-Uh TOM! Tak! Ja zaraz...
Doszedłem głośno jęcząc jego imię. On spuścił się we mnie, krzycząc z przyjemności.
Kiedy Dred wyszedł ze mnie, wtuliłem się w jego umięśniony tors, dysząc ze zmęczenia po udanym seksie.
-Było wspaniale.-szepnął czule.
-Wiem. Jesteś boski, wiedziałeś?
-Kocham Cię.-powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Widziałem, że nie kłamał i jest tego na 100% pewny.
Ja zamarłem na chwilę, zamykając oczy. Potem cicho odetchnąłem, otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się uświadamiając sobie, że czuje to co on. Ja nigdy nikogo nie pokochałem, aż do teraz.
-Ja też cię kocham.-odparłem zgodnie z prawdą.
Z kanapy przenieśliśmy się do jego sypialni i usnęliśmy przytuleni do siebie.
Gdy się rano obudziłem, Toma nie było obok. Rozejrzałem się po pokoju i pomyślałem, że prawdopodobnie wstał dużo wcześniej ode mnie. Ubrałem na siebie tylko obcisłe bokserki i powędrowałem do kuchni. Tam zastałem Dreda szykującego śniadanie. Widząc, że przyszedłem uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie i niespodziewanie wpił się w moje usta. Ochoczo oddałem pocałunek, pragnąc by ta chwila trwała wiecznie. Jednak już po minucie Tom zakończył pieszczotę, powracając do przerwanej czynności.
-Tom, mogę skorzystać z twojego kompa?
-Tak, jasne.
Odpaliłem jego laptopa, wszedłem na pocztę i zamarłem. Dwie nowe wiadomości. Jedna od mojego zleceniodawcy. Brzmiała następująco:
Do końca tygodnia ma go już nie być na tym świecie, albo wynajdę kogoś lepszego!
Załamałem się. W jednej chwili przypomniał mi się cały wczorajszy dzień i noc. Nie chciałem tego! Uświadomiłem sobie, że wczoraj powiedziałem mu prawdę. Ja go KOCHAM! Odpędziłem od siebie złe myśli i otworzyłem drugą wiadomość. Był to mój akt urodzenia, potrzebny do złożenia jakiś papierów. W czasie kiedy go czytałem usiadł obok mnie Tom i luknął co tam mam. Spojrzałem na niego i byłem w szoku. Dredziarz był roztrzęsiony.
-Coś nie tak, Tom?
-Co to jest?-spytał, wskazując palcem na monitor.
-Mój akt urodzenia.-odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Chłopak zakrył twarz dłońmi.
-To nie możliwe... tak nie może być...-szeptał do siebie.
-Tom, możesz mi do cholery wyjaśnić co tu się dzieję?-niemal wrzasnąłem.
On spojrzał na mnie rozbieganym wzrokiem. Uśmiechnął się niemrawo.
-Billy, to może być dla ciebie ogromny szok. Dla mnie jest.-szepnął.- My jesteśmy braćmi. Na dodatek z tego wynika, że bliźniakami.
Ja chyba oszalałem. W tamtym momencie zrobiło mi się czarno przed oczami. Obraz zaczął się zamazywać przez łzy.
- Tom to jest nie możliwe. To chore... Bo ja...ja cię kocham- wydukałem zanosząc się płaczem.
On tylko objął mnie delikatnie i szeptał, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży i że mnie kocha.
-Tom... ja muszę ci coś powiedzieć.-zaszlochałem.
Przyszedł moment prawdy. Nie chciałem mu tego mówić, ale sprawy zaszły o wiele za daleko.
I jeszcze jesteśmy braćmi!?
To wszystko zaczęło mnie już przerastać. Mam dość ukrywania się przed nim.
DO CHOLERY, JA GO KOCHAM!-pomyślałem.
-Co takiego, Bill?
-Ja...To, że się spotkaliśmy to nie był przypadek.-zacząłem tłumaczyć.
-Nic nie dzieje się przez przypadek, kochany.-szepnął czule, przytulając mnie jeszcze mocniej.
-Wiem. Ale, proszę wysłuchaj mnie do końca. Tylko obiecaj, że nie znienawidzisz mnie za to co ci teraz powiem.-poprosiłem załamującym się głosem.
-Bill?
-Obiecaj!-zarządałem.
-Dobrze, obiecuje.-westchnął zrezygnowany.
-Tom, ja cię wtedy zaczepiłem, bo...-zawahałem się, ale nie było już dla mnie odwrotu.- Ja jestem...jestem płatnym mordercą. Jakiś model z twojej konkurencyjnej firmy wynajął mnie, żebym cię zabił. Ale Tom, ja nie zrobię tego! Ja cię kocham! Nie mogę bez ciebie żyć! Wiem to na pewno!
Obserwowałem jak Tom staje się bardzo nerwowy podczas mojej przemowy. Odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy.
Moje wyrażały zapewne wiele emocji. Byłem załamany.
Jego natomiast były puste, bez wyrazu, tak jakby chciał ukryć wszystkie swoje emocje.
Zabolało. Poczułem mocne ukłucie w okolicach serca. Nagłe zawroty głowy od nadmiaru wrażeń.
-To jest najgorszy dzień w moim życiu!-wyszeptałem.
-Kochasz mnie, Bill?-zapytał grobowym głosem.
-Tak! Jak szaleniec. Zrobię dla ciebie wszystko!-wypowiedziałem te słowa jednym tchem.
-Jesteś tego pewny?
-Tak!
Chłopak zamyślił się. Trwał jakby w jakimś melancholijnym stanie. Domyślałem się, że to przez te wszystkie odkrycia dnia dzisiejszego. Wyrwał się z melancholii.
-Ufasz mi? Albo czy byłbyś w stanie mi zaufać?-spytał z nadzieją.
-Ufam ci, Tom.
-Umrzyjmy razem! Skończmy ze sobą. Ja chcę być na zawsze z tobą. Na wieczność. Für Immer Zusammen, Bill. Für Immer...
-Ja...dobrze, Tommy. Für Immer Zusammen!
Potem żaden z nas się nie odezwał. Trwaliśmy tak w niemym porozumieniu przez kilka chwil, zapatrzeni w swoje zapłakane oczy.
Nagle uświadomiłem sobie, że nie wiemy w jaki sposób chcemy to zrobić.
-Jak chcesz umrzeć? Wiem, że brzmi to głupio, ale jak nie zrobimy tego dzisiaj to ten model wynajmie kogoś kto cię zabije. Ja nie dam sobie rady bez ciebie. Kocham ciebie i tylko ciebie. Pierwszy raz...
-Masz jakieś dobre, mocne prochy?
-Ta-ak. Ale...jesteś tego pewny?-spytałem cichutko, choć wiedziałem, że odpowiedź jest prosta i jedyna w tym wypadku.
Nie mieliśmy wyboru.
-Dziś, Billy, jest nasz ostatni dzień na ziemi, ale w wieczności będziemy razem na zawsze.
Skinąłem głową delikatnie.
Wyjąłem narkotyki z półki i podałem mojemu ukochanemu.
-Cieszmy się ostatnimi chwilami, Kochanie.-mówiąc to wstrzyknął sobie narkotyk.
Potem ujął moje ramie w swoje dłonie i powoli podał mi środek.
Po tej czynności wpił się w moje wargi i zaczął mnie całować. Było to bardzo głębokie i przyjemne.
Rozbieraliśmy się pospiesznie, namiętnie całując swe rozgrzane ciała. Byliśmy rozpaleni do granic. Moja świadomość i samokontrola się wypaliła. Błagałem żeby wszedł we mnie mocno i szybko. Uprawialiśmy dziki seks, można rzec, że zachowywaliśmy się jak zwierzęta spragnione swojej bliskości.
Po udanym stosunku zasneliśmy wtuleni w siebie.
Zasnęliśmy snem wieczny, aby nigdy się już nie obudzić. Aby na zawsze pozostać razem.
Für Immer Zusammen!
Nasza śmierć jest zaledwie początkiem!
Początkiem szczęścia i wiecznej miłości.
Tu spoczywa Bill Kaulitz.
Kochany przez brata bliźniaka.
Pokój jego duszy.
"Umarłem z miłości. Takiej śmierci się nie żałuje!"
Tu spoczywa Tom Kaulitz.
Kochany przez rodzinę, przyjaciół i brata bliźniaka.
Pokój jego duszy.
"Kochałem i ta miłość mnie zabiła, zabiła nas obu.
Our love became our deadly poison."
Ich obecność nad grobami czuć po dziś dzień...
___________________________________________________________________________________
Oto kolejny twór mej wyobraźni.
Mam nadzieję, że się spodobało i zapraszam do komentowania :3