środa, 21 listopada 2012

Engel

Black Veil Brides- Fallen Angels



Jestem aniołem ciemności,
Czarnym aniołem,
Aniołem śmierci.
Jedynym upadłym,
Jedynym niezwyciężonym.
Wszędzie gdzie się zjawię,
Zjawia się również śmierć.
Jestem zwiastunem najgorszego.
Prawą ręką szatana.
Najgorszym koszmarem.
Zjawiam się i niszczę życie.
Wybieram ofiary.
Moim kochankiem jest strach.
Masochistyczne metody,
Niszczenia śmiertelników. 
Anioł opętania.
Zły omen.
Bój się mnie!
Śmierć jest już blisko...



___________________________________________________________________________________

Witajcie! Mam nadzieję, że wybaczycie mi pojawianie się tu z tak krótkim tekstem.
Nie mam teraz na nic siły, a na dodatek szkoła mnie już tak męczy, że nie wiem jak ja wytrzymam.
Ale cicho! Jakoś to będzie.
I hope you like it.
Zapraszam do komentowania ;3

 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Deadly Poison

Specjalna dedykacja dla Laurel.
Dziękuje, że jesteś. Choć komentowałaś mało razy to czuje twoją obecność. Dziękuje ci za to <3
Mam nadzieję, że zostawisz po sobie więcej szczerych opinii i wskazówek, bo wiem, że nie jestem idealna, ale się staram. Każde uwagi przyjmę i postaram się poprawić.
Wasze komentarze bardzo wiele dla mnie znaczą. Dziękuje wszystkim  ;3
__________________________________________________________________________________

Noc, ale ja nie śpię. Odpalam laptopa, wchodzę na pocztę.
Kolejne zlecenie. Nie, nie jestem przedsiębiorcą. Ja jestem najdroższym płatnym mordercą w całej Europie, a może nawet i na świecie. Czemu? Mam najlepszą metodę opanowaną do perfekcji. Uwodzę, rozkochuję, a potem zabijam. Uwielbiam to! Ta praca sprawia mi satysfakcję. Uwielbiam patrzeć jak moje ofiary wpadają w moje sidła i zakochują się we mnie. Ja wykorzystuje je, a gdy mi się znudzą po prostu się ich pozbywam. Uwielbiam ten strach i niedowierzanie w ich oczach. Ostatnie pytanie"Dlaczego?". Mój psychopatyczny śmiech jest ich jedyną odpowiedzią. A potem bez mrugnięcia okiem pozbawiam ich największego skarbu- życia.

Kiedy zabiłem po raz pierwszy? Jak miałem 15 lat. Moją pierwszą ofiarą był mój własny ojciec.
Pamiętam to doskonale...
Nienawidziłem go!
Bił mnie i gnoił, a moja matka nawet nie próbowała mi pomóc.  Pałałem do nich czystą nienawiścią. Gdy go zabiłem, matka zaczęła się pluć, więc też się nią zająłem. Nie miałem po tym żadnych wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie czułem z tego chorą satysfakcję. Już wtedy wiedziałem czym będę się zajmował. Stało się to dla mnie rutyną, codziennością.

Wróciłem z moich rozmyślań do rzeczywistości. Zacząłem czytać zlecenie. Tym razem moją ofiarą był chłopak o imieniu Tom. Hmmm... Ciekawe. Jest on sławnym modelem odzieży skejtowskiej i stanowi ogromną konkurencję dla mojego zleceniodawcy. Potem przeliczyłem liczbę zer które znajdują się w mojej pensji. Zgadzały się. Napisałem, że biorę to zlecenie. Chłopaka znajdę codziennie o 15 w Coffee Für Dich! Jaki snob z niego, że chodzi do najdroższej kawiarni w Berlinie-pomyślałem.
No to jutro zajmę się poznaniem chłopaka, a potem uwodzeniem go. Będzie ciekawie. Zasnąłem snując plany, co do tego modela.

Obudziłem się o 10 co jak na mnie było bardzo wcześnie. Nie mogłem już usnąć, więc wstałem i zrobiłem sobie kawę.Następnie umyłem się i zjadłem śniadanie, zanim się obejrzałem była już 14.30. Musiałem się zbierać, żeby zastać na miejscu tego Toma.
Do kawiarni dojechałem  dziesięć po trzeciej.
Zauważyłem, że przy jednym ze stolików siedział chłopak, który pasował do opisu jaki dostałem w mailu, jednak zdziwiło mnie to, że czytał książkę. Miał dredy koloru ciemny blond, full-capa, ciuchy za duże o jakieś siedem rozmiarów i kolczyka w dolnej, pełniejszej wardze. Nie ma nic dziwnego w tym, że takiego przystojnego faceta zatrudniono jako modela. Nie, nie jestem gejem. Jestem biseksualny, ale bardziej podniecają mnie faceci. Na to nic nie poradzę.
Usiadłem przy stoliku naprzeciwko chłopaka. On wyjrzał zza książki, więc uśmiechnąłem się do niego słodko (najzabawniejszą rzeczą w mojej pracy, było to całe uwodzenie). Chłopak chyba lekko się speszył, gdyż od razu odwrócił wzrok. Udawał, że czyta, ale nie poruszał oczami, więc tylko idiotycznie wpatrywał się w tą książkę, żeby na mnie nie patrzeć. Czyżby pan sławny był gejem? Pomyślałem, że już jest mój. Podszedłem do niego i zapytałem uroczym głosem:
-Przepraszam, ale czy pan jest tym sławnym modelem? Tom Kaulitz, racja?
-Tak to ja.-odpowiedział. Chyba był lekko zawiedziony.
-Czy coś się stało, że siedzi pan tutaj sam? Wokół tylko pary. Może pana dziewczyna jest w łazience?-zacząłem snuć zmyślone podejrzenia.
-Nie-odpowiedział- Nie mam dziewczyny. Jestem singlem. A dlaczego pan pyta?-w jego głosie można by było doszukać się nutki podenerwowania.
-A, nie tak tylko się pytam...
-Niech mi pan tu nie ściemnia, bo ja nie jestem głupi! Albo mówisz o co chodzi, albo spieprzaj!-powiedział.
Mmmm... Kotek ma pazurki. Ciekawe jak zareagujesz na to co teraz usłyszysz? Hahaha...
-No dobrze jeśli mam mówić wprost to, OK. Tom, jesteś zajebiście seksownym i  pociągającym facetem. Znam wiele osób, które na ciebie lecą i ja jestem jednym z nich. Chciałem się z tobą umówić.-ostatnie zdanie wypowiedziałem nieco ciszej, żeby stworzyć pozory nieśmiałości.
On zamilkł. Nie spodziewał się takich wyznań od dopiero co poznanego chłopaka.
-Skąd taki pomysł, że ja mógłbym być gejem lub bi?-zapytał podejrzliwym tonem.
-Nigdy nie zaszkodzi spróbować.-odpowiedziałem z uśmiechem.
-Yhhh...-westchnął.- Nie wiem jakim cudem, ale udało ci się mnie rozgryźć...
-Bill.-wtrąciłem podając mu rękę. Uścisnął ją dość niepewnie.
-Tak, Bill.-powtórzył.- To gdzie chciałbyś się spotkać?
Hmmm.... Szybko poszło. Gdzie moglibyśmy się spotkać, żeby było tam mało ludzi, ale nie żeby od razu u mnie? Myśl Bill! MYŚL! Wiem...
-Może pójdziemy do restauracji "Wie Süß" , a potem do parku na spacer? Co o tym myślisz?
-Świetny pomysł. To może jutro o 20 przed tą kawiarnią?
-OK.-odpowiedziałem.-To do zobaczenia, Tom.-szepnąłem i pomachałem mu na pożegnanie.
Odmachał i uśmiechnął się. "To będzie ciekawy epizod w moim życiu" pomyślałem.

Cały dzień nudziłem się jak cholera.  W końcu gdy wybiła 18 zacząłem się szykować. Gdy skończyłem wyglądałem bosko. Czarno-czerwona kraciasta koszula, czarne obcisłe rurki, buty na platformach oraz kilka bransoletek na nadgarstkach. Wychodząc jeszcze raz przejrzałem się w lustrze i poprawiłem mojego irokeza. Byłem na miejscu punktualnie co nie zdarza się często. Zazwyczaj robię efektowne wejście spóźniając się nieco. 
Toma rozpoznałem od razu po dredach i za dużych ciuchach. Tego wieczoru wyglądał jednak inaczej, tak bardziej elegancko. Co prawda wciąż miał za luźne ubrania, ale teraz białe obszerne dżinsy świetnie komponowały się z fioletową bluzą i czarnym full-capem. Zaszedłem go od tyłu.
-Hej, Tom.-przywitałem się.
On spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko, ukazując szereg białych zębów. 
-Witaj! Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki, ty też niczego sobie.-powiedziałem i wszedłem do restauracji.
Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Często też zwracaliśmy na siebie uwagę całego otoczenia. Nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Zauważyłem, że przy nim czuje się zupełnie inaczej niż przy moich innych ofiarach. Czułem się taki jakiś ważny i rozumiany. To było na prawdę miłe uczucie.
Po kolacji mieliśmy udać się na spacer po pobliskim parku.
- A co powiesz na to, żebyśmy poszli do mnie?-spytał nieśmiało- Mam dobre, czerwone wino i fajne filmy. Oczywiście jeśli zechcesz.
-Jasne. Czemu nie?-odpowiedziałem wesoło.
Udawanie miłego i słodziutkiego Billa szło mi świetnie. Miałem tylko, takie dziwne uczucie, że robię to zupełnie naturalnie i świadomie. Zignorowałem to i poszedłem razem z nim. 
Muszę przyznać, że Tom ma bardzo ładny dom. Taki w "moim stylu", więc od razu poczułem się jak u siebie. Usiadłem na dużej kanapie w salonie, a chłopak nalał nam wina. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, a alkohol przyjemnie szumiał nam w głowach. 
Pierwszy raz od kilku lat naprawdę czułem się zadowolony.
 Potem sprawy potoczyły się już same. W jednej chwili znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko siebie, a w następnej Tom wpił się czule w moje usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Nie zamierzałem tracić czasu, więc zacząłem go rozbierać. Nie opierał się. Czułem, że ten seks będzie inny niż wszystkie. Gdy już byliśmy nadzy, Tom obrócił mnie tyłem do siebie i zaczął delikatnie pocierać swoim członkiem o moją dziurkę. Nie wytrzymywałem już. Nie mam pojęcia co on ze mną zrobił, ale podobało mi się to, że chce żebym był jego. Zawsze to ja pieprzyłem moje ofiary. Z moich przemyśleń wyrwało mocne pchnięcie Dredziarza. Jęknąłem głośno z przyjemności. Nie spodziewałem się, że bycie pasywem może być takie podniecające i przyjemne. Chłopak zaczął się we mnie rytmicznie poruszać. Jęczałem i wiłem się pod nim. Z jednej strony nie chciałem kończyć, ale z drugiej już wariowałem i dusiłem się z tej przyjemności.
-Uh TOM! Tak! Ja zaraz...
Doszedłem głośno jęcząc jego imię. On spuścił się we mnie, krzycząc z przyjemności. 
Kiedy Dred wyszedł ze mnie, wtuliłem się w jego umięśniony tors, dysząc ze zmęczenia po udanym seksie.
-Było wspaniale.-szepnął czule.
-Wiem. Jesteś boski, wiedziałeś?
-Kocham Cię.-powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Widziałem, że nie kłamał i jest tego na 100% pewny.
Ja zamarłem na chwilę, zamykając oczy. Potem cicho odetchnąłem, otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się uświadamiając sobie, że czuje to co on. Ja nigdy nikogo nie pokochałem, aż do teraz.
-Ja też cię kocham.-odparłem zgodnie z prawdą.
Z kanapy przenieśliśmy się do jego sypialni i usnęliśmy przytuleni do siebie.

Gdy się rano obudziłem, Toma nie było obok. Rozejrzałem się po pokoju i pomyślałem, że prawdopodobnie wstał dużo wcześniej ode mnie. Ubrałem na siebie tylko obcisłe bokserki i powędrowałem do kuchni. Tam zastałem Dreda szykującego śniadanie. Widząc, że przyszedłem uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie i niespodziewanie wpił się w moje usta. Ochoczo oddałem pocałunek, pragnąc by ta chwila trwała wiecznie. Jednak już po minucie Tom zakończył pieszczotę, powracając do przerwanej czynności.
-Tom, mogę skorzystać z twojego kompa?
-Tak, jasne.
Odpaliłem jego laptopa, wszedłem na pocztę i zamarłem. Dwie nowe wiadomości. Jedna od mojego zleceniodawcy. Brzmiała następująco:
Do końca tygodnia ma go już nie być na tym świecie, albo wynajdę kogoś lepszego!
Załamałem się. W jednej chwili przypomniał mi się cały wczorajszy dzień i noc. Nie chciałem tego! Uświadomiłem sobie, że wczoraj powiedziałem mu prawdę. Ja go KOCHAM! Odpędziłem od siebie złe myśli i otworzyłem drugą wiadomość. Był to mój akt urodzenia, potrzebny do złożenia jakiś papierów. W czasie kiedy go czytałem usiadł obok mnie Tom i luknął co tam mam. Spojrzałem na niego i byłem w szoku. Dredziarz był roztrzęsiony.
-Coś nie tak, Tom?
-Co to jest?-spytał, wskazując palcem na monitor.
 -Mój akt urodzenia.-odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Chłopak zakrył twarz dłońmi.
-To nie możliwe... tak nie może być...-szeptał do siebie.
-Tom, możesz mi do cholery wyjaśnić co tu się dzieję?-niemal wrzasnąłem.
On spojrzał na mnie rozbieganym wzrokiem. Uśmiechnął się niemrawo.
-Billy, to może być dla ciebie ogromny szok. Dla mnie jest.-szepnął.- My jesteśmy braćmi. Na dodatek z tego wynika, że bliźniakami.
Ja chyba oszalałem. W tamtym momencie zrobiło mi się czarno przed oczami. Obraz zaczął się zamazywać przez łzy.
- Tom to jest nie możliwe. To chore... Bo ja...ja cię kocham- wydukałem zanosząc się płaczem.
On tylko objął mnie delikatnie i szeptał, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży i że mnie kocha.
-Tom... ja muszę ci coś powiedzieć.-zaszlochałem.
Przyszedł moment prawdy. Nie chciałem mu tego mówić, ale sprawy zaszły o wiele za daleko.
I jeszcze jesteśmy braćmi!?
To wszystko zaczęło mnie już przerastać. Mam dość ukrywania się przed nim.
DO CHOLERY, JA GO KOCHAM!-pomyślałem.
-Co takiego, Bill?
-Ja...To, że się spotkaliśmy to nie był przypadek.-zacząłem tłumaczyć.
-Nic nie dzieje się przez przypadek, kochany.-szepnął czule, przytulając mnie jeszcze mocniej.
-Wiem. Ale, proszę wysłuchaj mnie do końca. Tylko obiecaj, że nie znienawidzisz mnie za to co ci teraz powiem.-poprosiłem załamującym się głosem.
-Bill?
-Obiecaj!-zarządałem.
-Dobrze, obiecuje.-westchnął zrezygnowany.
-Tom, ja cię wtedy zaczepiłem, bo...-zawahałem się, ale nie było już dla mnie odwrotu.- Ja jestem...jestem płatnym mordercą. Jakiś model z twojej konkurencyjnej firmy wynajął mnie, żebym cię zabił. Ale Tom, ja nie zrobię tego! Ja cię kocham! Nie mogę bez ciebie żyć! Wiem to na pewno!
Obserwowałem jak Tom staje się bardzo nerwowy podczas mojej przemowy. Odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy.
Moje wyrażały zapewne wiele emocji. Byłem załamany.
Jego natomiast były puste, bez wyrazu, tak jakby chciał ukryć wszystkie swoje emocje.
Zabolało. Poczułem mocne ukłucie w okolicach serca. Nagłe zawroty głowy od nadmiaru wrażeń.
-To jest najgorszy dzień w moim życiu!-wyszeptałem.
-Kochasz mnie, Bill?-zapytał grobowym głosem.
-Tak! Jak szaleniec. Zrobię dla ciebie wszystko!-wypowiedziałem te słowa jednym tchem.
-Jesteś tego pewny?
-Tak!
Chłopak zamyślił się. Trwał jakby w jakimś melancholijnym stanie. Domyślałem się, że to przez te wszystkie odkrycia dnia dzisiejszego. Wyrwał się z melancholii.
-Ufasz mi? Albo czy byłbyś w stanie mi zaufać?-spytał z nadzieją.
-Ufam ci, Tom.
-Umrzyjmy razem! Skończmy ze sobą. Ja chcę być na zawsze z tobą. Na wieczność. Für Immer Zusammen, Bill. Für Immer...
-Ja...dobrze, Tommy.  Für Immer Zusammen!
Potem żaden z nas się nie odezwał. Trwaliśmy tak w niemym porozumieniu przez kilka chwil, zapatrzeni w swoje zapłakane oczy.
Nagle uświadomiłem sobie, że nie wiemy w jaki sposób chcemy to zrobić.
-Jak chcesz umrzeć? Wiem, że brzmi to głupio, ale jak nie zrobimy tego dzisiaj to ten model wynajmie kogoś kto cię zabije. Ja nie dam sobie rady bez ciebie. Kocham ciebie i tylko ciebie. Pierwszy raz...
-Masz jakieś dobre, mocne prochy?
-Ta-ak. Ale...jesteś tego pewny?-spytałem cichutko, choć wiedziałem, że odpowiedź jest prosta i jedyna w tym wypadku.
Nie mieliśmy wyboru.
-Dziś, Billy, jest nasz ostatni dzień na ziemi, ale w wieczności będziemy razem na zawsze.
Skinąłem głową delikatnie.
Wyjąłem narkotyki z półki i podałem mojemu ukochanemu.
-Cieszmy się ostatnimi chwilami, Kochanie.-mówiąc to wstrzyknął sobie narkotyk.
Potem ujął moje ramie w swoje dłonie i powoli podał mi środek.
Po tej czynności wpił się w moje wargi i zaczął mnie całować. Było to bardzo głębokie i przyjemne.
Rozbieraliśmy się pospiesznie, namiętnie całując swe rozgrzane ciała. Byliśmy rozpaleni do granic. Moja świadomość i samokontrola się wypaliła. Błagałem żeby wszedł we mnie mocno i szybko. Uprawialiśmy dziki seks, można rzec, że zachowywaliśmy się jak zwierzęta spragnione swojej bliskości.
Po udanym stosunku zasneliśmy wtuleni w siebie.
Zasnęliśmy snem wieczny, aby nigdy się już nie obudzić. Aby na zawsze pozostać razem.
Für Immer Zusammen!
Nasza śmierć jest zaledwie początkiem!
Początkiem szczęścia i wiecznej miłości.


Tu spoczywa Bill Kaulitz.
Kochany przez brata bliźniaka.
Pokój jego duszy.
"Umarłem z miłości. Takiej śmierci się nie żałuje!"

Tu spoczywa Tom Kaulitz.
Kochany przez rodzinę, przyjaciół i brata bliźniaka.
Pokój jego duszy.
"Kochałem i ta miłość mnie zabiła, zabiła nas obu.
Our love became our deadly poison."

Ich obecność nad grobami czuć po dziś dzień...

___________________________________________________________________________________
Oto kolejny twór mej wyobraźni.
Mam nadzieję, że się spodobało i zapraszam do komentowania :3



piątek, 9 listopada 2012

Destiny


W tym szczególnym dniu chciałabym zadedykować odcinek Illusion'owi
Dziękuje ci, że jesteś i komentujesz. Twoje uwagi staram sobie wziąć do serca i poprawić się. 
Wszystkiego najlepszego Illusion! Mam nadzieję, że dobrze się bawisz w swoje urodziny! :3
__________________________________________________________________________________



Czasem panicznie boje się zostawać sama.
Gdy jestem sama dużo myślę.
Są to myśli nienormalne.
Ale jakie inne mogłyby być,
Skoro mój umysł jest chory?
Myślę o sensie życia człowieka.
Przeznaczeniu, celu.
Rozpatruje wiele opcji, 
jednak zawsze dochodzę do jednego rozwiązania.
Rozwiązania, które zadziwia i przeraża jednocześnie.

Niektórzy ludzie żyją tylko po to, aby krzywdzić wszystkich wokół.
Krzywdzą swoich bliski, osoby, które kochają.
Krzywdzą samych siebie.
Inni żyją tylko po to, aby być krzywdzonym.
Żyją, aby cierpieć.
Ból zadają im osoby, które znaczą dla nich więcej niż własne życie.
Osoby, które kochają najmocniej na świecie.


"In this world there is no place for love.
No place for happiness.
There is only place for pain of love,
Pain of live,
Pain of our existance.
And only this really matters here,
In this sick world" 
-Dark Angel

czwartek, 8 listopada 2012

3. Miłość Czasem Boli



-Tom, nie denerwuj się. Proszę, ja ci wszystko wyjaśnię.-prosił Dave.
Byłem cholernie wkurwiony. Myślałem, że zaraz rozpierdolę cały dom. Ale postarałem się jakoś opanować i wysłuchać ich tłumaczeń.
-Może mi ktoś, kurwa wyjaśnić co tu się, do huja dzieję?-zapytałem rozdrażnionym głosem.
Dave zaczął się pospiesznie ubierać, potem usiadł obok mnie i westchnął cicho. Bill też się do nas dosiadł.
-Tom, ja... to znaczy... no... my...-zaczął dukać Młody.
-Ja i Dave byliśmy parą.-wtrącił Bill.- On nie chciał się ujawnić, a ja nie chciałem żyć w ukryciu. Postawiłem mu ultimatum, że albo powie rodzicom, że jest gejem i moim partnerem, albo z nami koniec. Dave nie ujawnił się, więc zakończyłem ten niedorzeczny związek.
Byłem w totalnym szoku. Nie wiedziałem co się ze mną w tym momencie działo.
Nie mogłem sobie tego poukładać w głowie.
Miałem mnóstwo pytań, ale udało mi się tylko jedno wydukać:
-Czemu ja nic o tym nie wiedziałem? Czemu jak mówiłem ci o Billu nie mówiłeś, że się znacie? Nic z tego nie rozumiem...
-Tom, ja nie wiedziałem, że to jest aż takie ważne. Ja...
-Nie jest ważne? NIE JEST WAŻNE? Czy to, że mój najlepszy przyjaciel, a także były partner, zna chłopaka z którym przed chwilą się pieprzyłem, czy to nie jest ważne?-zacząłem drzeć mordę na cały dom.- Ja pierdolę! Czuje się jak ostatni kretyn!
-Tom, ja...
-Musze się przewietrzyć!-przerwałem mu i szybko wyszedłem. Musiałem ochłonąć.
Nie mogłem uwierzyć, że Dave mnie okłamał. Czułem się zdradzony.

Do domu wróciłem po północy.
Byłem tak nawalony, że ledwo trzymałem się na nogach. Nagle ktoś złapał mnie mocno w pasie i zaczął holować do salonu. Zacząłem się wyrywać i szarpać.
-Tom musisz wytrzeźwieć.-powiedział Bill.
-Nie! Nie jestem...ja nie jestem...hahaha...Billy, jaki ja nie jestem?
-Tom odpoczniesz i pogadamy.
-Bill...Billy...Misiaczku... kochasz ty mnie trochę?-zapytałem cicho.
-Tak, Tom kocham cię.-szepnął mi do ucha.
-To mnie nie...nie zostawiaj mnie...Billy! Nie chce by-yć sam!-powiedziałem.
-Yhh... Dobrze.-westchnął.
Bill zaczął taszczyć mnie do mojej sypialni.
Położył mnie na łóżku i zaczął rozbierać.
-Chcesz mnie przelecieć?-spytałem kiedy zaczął ściągać moje spodnie.
Spojrzał na mnie tak dziwnie, ale nie odpowiedział.
Skończył mnie rozbierać i przykrył mnie kołdrą.
Już chciał odejść, ale złapałem go szybko za rękę.
-Miałeś mnie nie...nie zostawiać!
Czarny tylko westchnął cicho, ale też zaczął się rozbierać.
Uśmiechnąłem się do niego seksownie. Jego reakcje, nawet po pijaku, mnie zadziwiły.
Bill spłonął rumieńcem aż po cebulki włosów.
Potem odwrócił wzrok tak, aby na mnie nie patrzeć. To było nie w jego stylu. Jeśli dobrze pamiętam, to Bill zawsze na takie moje, małe zboczenia reagował zupełnie inaczej. Zazwyczaj wtedy stawał się perwersyjny, ale nigdy nieśmiały.
Gdy tak rozmyślałem, Czarny położył się obok mnie.
I nagle miałem jakiś przypływ chwilowego olśnienia.
-Bill? Gdzie jest...jest...no...Mark?-wydukałem w końcu.
-Tom, jutro ci wszystko wyjaśnię, a teraz śpij.-powiedział władczym głosem.
Poczułem się bardzo senny, więc szybko pogrążyłem się w świecie swoich marzeń.

Gdy się obudziłem, myślałem, że moja głowa zaraz wybuchnie. Rozejrzałem się po pokoju, ale obok nikogo już nie było. To dziwne, ale pamiętam wszystko, co się wczoraj wydarzyło.
Na stoliku obok łóżka spostrzegłem butelkę wody i tabletki przeciwbólowe.
'Czasami fajnie mieć takiego, swojego Czarnego' pomyślałem.
Zażyłem dwie tabletki i wypiłem cała butelkę wody.
Potem poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Zszedłem na dół do kuchni. Gdy wszedłem do pomieszczenia obaj chłopacy spojrzeli na mnie. Poczułem się trochę niezręcznie.
-Hej.-przywitałem się tak, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło.
-Cześć.-odpowiedzieli zgodnym chórem.
Zrobiłem sobie śniadanie i usiadłem z nimi przy stole. Była taka niezręczna cisza, więc postanowiłem się odezwać.
-Dobra, sorry za wczoraj, ale wkurwiło mnie to, że wy się znacie, a ja nic o tym nie wiem. Tym bardziej, że byliście parą.-zacząłem.
-Nie musisz się tłumaczyć.-powiedział Czarny.
Zdziwiło mnie to, że on tu jest przecież ma chłopaka.
-Bill, a jak ci się z Markiem układa?
-No właśnie Tom, chciałem o tym z tobą porozmawiać już wczoraj.-powiedział i zrobił się jakoś trochę przygnębiony.- Ja. Zerwałem z Markiem. Słuchaj, to jest dla mnie ciężkie.
-Ciężkie? Przecież to ty z nim zerwałeś.-powiedziałem zdziwiony.
-Tom, nie przerywaj mu. Myślę, że to nie koniec historii.-wtrącił Dave.
-Tak, Dave ma rację.-Skomentował Czarny.- Dobra, ale zacznę od początku. Wprowadziłem się do Marka i niby wszystko było OK. Ale Tom, opowiadałem ci, że on często nie wracał na noc i miał różne "konferencje służbowe". Otóż pewnego razu, kiedy Mark wybierał się na jedną z takich konferencji, postanowiłem pojechać za nim. Kiedy dotarłem na miejsce okazało się, że to nie jest żadne biuro, tylko jakiś piękny domek jednorodzinny. Zauważyłem, że jak wyszedł z wozu, to z domu ktoś wybiegł i rzucił się mu na szyję. Były to jakieś małe dzieci, a za nimi wyszła młoda, wysoka i bardzo ładna kobieta.-przerwał na chwilę i rozejrzał się po pokoju. Potem zaczął mówić dalej.- Oni... zaczęli się całować. Ja wtedy nie wytrzymałem. Wybiegłem z samochodu i gdy znalazłem się już blisko, zacząłem się na niego wydzierać. On był lekko zdezorientowany, ale gdy już ogarnął co się dzieje, zaczął śmiać się prosto w moją zapłakaną twarz. Jak się potem okazało, ta kobieta to jego żona, a maluchy to jego dzieci. Wykrzyczał mi, że jestem żałosny i jak mogłem myśleć, że ktoś taki jak on jest gejem i będzie ze mną?! Wiesz jak się wtedy czułem, Tom?- nie czekał na moją odpowiedź i kontynuował dalej.- Jak zwykła szmata, nic nie warta dziwka! Miałem dość! Wtedy poważnie zacząłem się zastanawiać nad samobójstwem.-łzy zaczęły się sączyć z jego oczu, lecz dalej kontynuował.- Ale uświadomiłem sobie, że przecież chcę żyć! To dlatego wróciłem tutaj. Mogę się z powrotem wprowadzić, Tom?
-Jasne, przecież razem kupiliśmy ten dom.-powiedziałem.
Nadal byłem zaskoczony historią Billa.
Jak Mark mógł go tak potraktować? Naprawdę nie rozumiałem tego.
-Bill, to straszne.-szepnął Dave.
Pokiwałem tylko głową na znak zgody. Byłem w zbyt dużym szoku, żeby wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
Po kilku minutach Czarny przestał płakać i uspokoił się.
-Chłopaki, ja też mam wam coś do powiedzenia.-wtrącił Młody.



___________________________________________________________________________________
Haha! Jest i trzeci odcinek :D Cieszę się jak głupia, bo zależało mi żeby dodać notkę w tym tygodniu. Choć pisałam wcześniej, że się nic nie pojawi xD
Nie sprawdzony, bo nie miałam czasu, ale udało mi się go chociaż przepisać
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania :)


poniedziałek, 5 listopada 2012

Darkness In Me



'Bądź sobą, a osiągniesz wszystko!' powtarzają.
Ale ja od dawna nie jestem sobą.
Przywdziewam maskę. ZAWSZĘ.
Gdy jestem sama, jestem sobą.
Dosyć często płaczę.
Lecz, gdy wychodzę, nikt tego nie zauważa.
Maskuję się. Oni wszyscy mnie nie znają.
Nie jest mi z tym dobrze.
Nie mam nikogo bliskiego.
Koleżanki w szkole?
Przecież one nawet nie wiedzą co lubię.
Jedyne co ich wszystkich obchodzi to pozycja.
Tak, mam bogatych rodziców.
I co z tego? Ja chcę mieć prawdziwą rodzinę.
Nie na pokaz. Kogoś kto będzie zawsze blisko.
Ale to tylko marzenia.
Miłość? To słowo nie miało znaczenia.
Lecz wtedy pojawiłeś się TY.
I po co?
Żeby mnie dobić?
Tylko przed tobą się otworzyłam.
To był ogromny błąd.
Kochałam, ale ta miłość nie miała racji bytu.
Ty zniknąłeś tak szybko, jak się pojawiłeś.
A moje serce?
Ono jest tylko mięśniem pompującym krew w moich żyłach.
Tylko ten mięsień podtrzymuje mnie przy życiu.
Moja dusza umarła już dawno. Rzem z uczuciami.
Wiesz kim się stałam?
Bezużyteczną lalką wypraną z uczuć.
Nie mam wartości, a jednak wciąż egzystuję.
Pytacie, po co?
Ja też się dziwię.
Dziś kolejny raz próbowałam odejść.
Na próżno. Zbyt bardzo się boję.
Nie śmierci, ale tego co będzie potem.
Chcę umrzeć, ale nie potrafię.
Ciemna strona mnie nie przejęła kontroli.
Do dziś.  Przestałam się bać.
Wybrałam najłatwiejszy sposób.
Wzięłam mnóstwo tabletek, które popiłam jakimś energetykiem.
Odpływałam. Powoli, ale jednak.
W końcu znalazłam siłę, aby zrobić ten ostateczny krok.
Gdy byłam na skraju świadomości, pojawiłeś się TY.
Płakałeś. Błagałeś. Nic już nie mogło pomóc.
"Tego chciałeś?" zapytałam.
Załamałeś się. Jedyne co mogłam wtedy wyczytać.
"Nareszcie będę szczęśliwa! Bez ciebie." powiedziałam.
Objąłeś mnie.
A ja usnęłam snem wiecznym, aby już nie cierpieć.
Aby się już nigdy więcej nie obudzić.


__________________________________________________________________________________
To jest taki mój krótki twór z powodu poniedziałku (prawdopodobnie najgorszy dzień w moim życiu)
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania :D
PS. W tym tygodniu najprawdopodobniej nie wstawię już nic więcej. Jeśli ktoś to czyta, to przepraszam.

niedziela, 4 listopada 2012

2. Miłość Czasem Boli

***W tym opowiadaniu Bill i Tom  nie są bliźniakami tylko najlepszymi przyjaciółmi.


Rano obudziłem się z bananem na ustach i planem działania w głowie. Szybko umyłem się, ubrałem i zszedłem do kuchni, gdzie Dave już szykował sobie śniadanko.
-Cześć.-powiedział lekko zaspanym głosem.
-Hej. Co jest, nie wyspałeś się?-zapytałem i niespodziewanie (dla niego) objąłem go od tyłu w pasie  przyciągając jego plecy do mojego brzucha.
-Co...co ty robisz?-zapytał.
-Ja? Nic. Stoję sobie.-odpowiedziałem głupio.
On szybko odwrócił się przodem do mnie i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, wpił się  w moje pełne wargi. Ja nie pozostałem mu dłużny i już po kilku sekundach mój sprawny języczek penetrował wnętrze jego buzi. Jego usteczka były takie słodkie i wprawne. Muszę przyznać, że bosko całuje!  Po kilku minutach naszego namiętnego pocałunku, odsunął się ode mnie i spuścił głowę.
-Ja...ja przepraszam...ja nie chciałem, żeby to tak...ja po prostu...-zaczął jąkać chłopak.
Zbliżyłem się do niego i szepnąłem do jego ucha:
-Nie masz za co przepraszać. Ja tego właśnie chciałem, a tak przy okazji, to świetnie całujesz.
Dave zrumienił się po czubki jego kruczych włosów. Wyglądał teraz naprawdę słodko. Odsunąłem się od niego, aby mógł ochłonąć.
Zrobiłem sobie śniadanie i usiadłem na przeciwko niego przy stole. Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Chłopak od razu po śniadaniu chciał uciec do swojego pokoju, ale ja mu to skutecznie uniemożliwiłem. Wziąłem go za rękę i posadziłem na kanapie w salonie.
-Pomyślałem, że powinniśmy się trochę lepiej poznać. Nie sądzisz?-powiedziałem.
-No chyba tak.
-OK. No to ja ci opowiem coś o sobie, a potem ty.
Dave tylko pokiwał głową na 'tak'.
-Więc tak... Jestem Tom Kaulitz. Mam 21 lat. Mieszkałem ze swoim najlepszym kumplem Billem Trümperem, który wyprowadził się do swojego chłopaka. Jak byłem mały moi rodzice zmarli na raka. Oboje. Wychowywałem się w domu dziecka, ale nie było tam, aż tak źle. Miałem dużo kolegów i to tam poznałem Billa. Mieliśmy po 8 lat. Potem poszliśmy razem na studia muzyczne i od tamtego czasu mamy swój zespół, który nazywa się "Tokio Hotel". Ja gram na gitarze, a Bill jest naszym wokalistą. W zespole jest jeszcze Gustav i Georg. Ich poznaliśmy w liceum. Obecnie nie mam pracy, ale jak widzisz nie jest, aż tak źle. Mam kilka dziwnych zwyczajów, które zostały mi z czasów spędzonych w bidulu. Na przykład zamykanie drzwi do mojego pokoju, albo chowanie kasy.
-Z kąd ci się wzięły takie dziwne zwyczaje?-przerwał mi Dave.
-W domu dziecka nie było do końca tak kolorowo. Starsi chłopacy bili młodszych, zabierali im ich rzeczy, a czasem nawet gwałcili.
Chłopak już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, lecz nie dałem sobie ponownie przerwać.
-Jeśli chcesz zapytać czy ja zostałem zgwałcony, to od razu odpowiem ci, że nie. Mnie i Billa nigdy nikt nie zgwałcił, choć często przezywali nas, że jesteśmy pedałami. Wszędzie chodziliśmy razem, nawet do kibla. Dlatego wymyślali historie, że jesteśmy parą. I jeśli chcesz zapytać czy mnie i Billa łączyło coś więcej niż przyjaźń, to odpowiem ci, że tak. Byliśmy ze sobą przez prawie dwa lata. Wiem, że to dużo czasu, ale on znalazł sobie nowego chłopaka. Rozstaliśmy się w zgodzie i nadal jesteśmy najlepszymi kumplami. Nie wiem co bym zrobił, gdyby przez to, że nie wyszło nam razem, straciłbym w Billu przyjaciela.
-Tak, to było by straszne. Dawno się rozstaliście?-spytał lekko zawiedziony.
-Będzie jakieś pół roku. A co?
-Nie no skoro byłeś tyle czasu w związku to pomyślałem, że potrzebujesz trochę czasu, żeby dojść do siebie po rozstaniu.-powiedział, smutno patrząc mi w oczy.
Chciał wstać, lecz ja kolejny już dziś raz uniemożliwiłem mu ucieczkę.
-Dave, nie wygłupiaj się.-powiedziałem cicho.
Nagle zrobiło mi się strasznie smutno. Może nie powinienem mówić mu o mnie i Billu? Spojrzałem na niego smutno. A on znów mnie zaskoczył. Wtulił się w moją za dużą o jakieś dwa rozmiary bluzę. Od razu przysunąłem go bliżej siebie. Kolejny raz zbliżyłem moje usta do jego, słodkich w smaku, warg i zacząłem delikatnie muskać. Robiłem to tak delikatnie, jakbym bał się, że mogę go skrzywdzić lub jakby to był nasz ostatni pocałunek. Tym razem to on go pogłębił. Czułem narastające z każdą chwilą podniecenie. Jego ciało blisko mojego sprawiało, że przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Przy nim zacząłem wariować. Z każdą chwilą było mi coraz goręcej. Włożyłem dłonie pod jego obcisły T-shirt i zacząłem delikatnie gładzić jego plecy. Dave znów posunął się do czegoś, o co bym go nie mógł posądzić. Wyglądał tak niewinnie i słodko, a tak naprawdę to niezły z niego kociak. Zaczął mnie rozbierać. Niemal zdarł ze mnie bluzę wraz z koszulką. Nie pozostawałem mu dłużny i już po kilku chwilach pozbawiłem go bluzki, podczas gdy on siłował się z paskiem od moich spodni. Wciąż namiętnie się całując, pomogłem mu go odpiąć po czym moje spodnie same opadły w dół. Byłem podniecony do granic możliwości, a sądząc po namiocie w spodniach chłopaka, on też. Pozbyłem się jego obcisłych spodni wraz z majtkami. Gdy obaj byliśmy już nadzy, położyłem się na kanapie, a Dave'a wciągnąłem na siebie. Całowaliśmy się jak jacyś zboczeni napaleńcy, tak jak prawdziwe pedały z pornosów, że aż strużka naszych wymieszanych ślin popłynęła mi po brodzie. Chłopak seksownie ją zlizał po czym znów powrócił do całowania moich ust. Zaczął się o mnie sugestywnie ocierać i pojękiwać cicho. Dave wymruczał mi wprost do ucha:
-Tom, proszę... wejdź we mnie... weź mnie... chcę być tylko twój...!
Po tych słowach zrobiło mi się jeszcze goręcej. Chłopak złapał w dłoń mojego nabrzmiałego członka i zaczął mnie mocno i szybko masturbować. Zacząłem jęczeć jak dziwka.
-Oh! Tak! Mmm! Dave! Jeszcze! Nie przestawaj! Ah!
On jeszcze bardziej przyśpieszył ruchy ręki na moim członku, a do tego zaczął jeszcze poruszać biodrami w górę i w dół symulując stosunek. Nie wytrzymałem.
-Odwróć się do mnie tyłem.-szepnąłem seksownie.
On uśmiechnął się do mnie perwersyjnie i wykonał moje polecenie, wypinając się do mnie. Ja delikatnie rozszerzyłem jego pośladki, przyłożyłem mojego penisa do jego wejścia, pchnąłem lekko. Cała główka się zanurzyła. Jęknąłem z przyjemności. Kurwa, jaki on jest tam ciasny! Dave cicho jęknął z bólu. Nie chciałem żeby go bolało, ale nie mogłem się już dłużej powstrzymywać. Delikatnie się z niego wycofałem i znów pchnąłem wchodząc do końca. Kolejny jęk. Zacząłem się w nim wolno poruszać. Przyjmował to całkiem dobrze.
-Tom... możesz mocniej...-wyjęczał.
 Zacząłem się w nim szybko poruszać i chyba trafiłem w prostatę, bo nagle zaczął jęczeć jak suka.
-Oh! Tom! Tak! Tam! Mocniej! Mmmm! Jeszcze! Ah! Tak!
Złapałem go za biodra i zacząłem szybko posuwać. Jęczał moje imię jak mantrę. Strasznie mnie to jarało. Zaczął jeszcze poruszać tyłkiem w rytmie moich szybkich pchnięć. Wchodziłem w niego prawie cały.
-Ah! Tom! Wejdź głębiej! Mocniej! Zanurz się we mnie po same jaja! Oh!
Zacząłem pchać jeszcze mocniej.
-Tom ja już nie wytrzymam!-wyjęczał młody.
-Ja też. Ja zaraz! Oh!
Spuściłem się w jego wnętrze, a on prosto na kanapę. Wyszedłem z niego z delikatnym pluskiem, na co on tylko jęknął cicho. Jak zahipnotyzowany patrzyłem jak powoli wypływa z niego moje nasienie.
-O boże!-usłyszeliśmy nagle głośny pisk.
-Bill?-spytałem zaszokowany.
-Dave?-no nie! To, to mnie zaskoczyło na maksa. Bill wiedział z kim się właśnie zabawiałem. No super!
-Bill?-powiedział zszokowany Dave.
-O co tu kurwa chodzi?-zapytałem wściekły.


__________________________________________________________________________________
No i jest druga część :D
Wiem, trochę teraz namieszałam, ale tak właśnie miało być. Szybko, bo już w drugim odcinku doszło do czegoś więcej pomiędzy Tomem i Dave'm  :)
W kolejnych odcinkach wszystko się wyjaśni (albo i nie).
Więc tak jak zawsze zapraszam do komentowania xD


czwartek, 1 listopada 2012

1. Miłość Czasem Boli


Spotkałem Go na swojej drodze przez przypadek. Lecz ten incydent miał stać się jednym z najlepszych epizodów w moim życiu. Nawet nie wyobrażałem sobie jak bardzo się myliłem.

Był ciepły czerwcowy wieczór. Nudziło mi się w domu więc wyszedłem na dwór.Włóczyłem się po ulicach Berlina bez celu, aż nagle ktoś wpadł na mnie. Obaj wywaliliśmy się na ziemię. Miałem ochotę wydrzeć się na tego gościa, ale gdy zobaczyłem jego twarz od razu zmieniłem o nim zadnie. Miał kruczo czarne włosy opadające mu na ramiona. Delikatne, a wręcz porcelanowe, rysy twarzy. Był strasznie chudy prawie jak anorektyk i był ubrany w czarne rzeczy. Złapałem go za ramiona i podniosłem do pionu. Jego oczy były smutne i zapuchnięte od płaczu, a makijaż rozmazany po całej twarzyczce.
-Przepraszam...Ja,ja...Ja bardzo przepraszam.-zaczął jąkać chłopak.
-Hej... Co się dzieje?-zapytałem go.
-Moi starzy wyrzucili mnie z domu.-wychlipał chłopak.
Dopiero wtedy zauważyłem, że ma ze sobą niewielką walizkę. Po chwili rozmyśleń doszedłem do wniosku, że mógłby zamieszkać ze mną. Mój przyjaciel-współlokator wyprowadził się do swojej dziewczyny i aktualnie mieszkam sam. Stwierdziłem, że przydałoby mi się jakieś towarzystwo, a skoro jego rodzice z jakiegoś powodu nie chcą go znać, to czemu by mu tego nie zaproponować?
-Jeśli chcesz to możesz zamieszkać ze mną.-powiedziałem.
Chłopak trochę się speszył i zarumienił aż po cebulki włosów. Spuścił łepek i powiedział:
-Jeśli to nie był by problem, to z chęcią.
Uśmiechnąłem się do niego promiennie i podałem mu rękę.
-Jestem Tom, a ty?
-Ja nazywam się Dave.
-Miło mi. A teraz chodź, pokarze ci gdzie będziesz mieszkał.
Chłopak tylko skinął głową na znak zgody i bez słowa ruszył ze mną.
Całą drogę szliśmy w ciszy. On chyba musiał ochłonąć. Zastanawiałem się czemu jego rodzice go wykopali z chaty. Muszę go o to później zapytać. Gdy stanęliśmy pod moim domem kasztanowe oczka Dave'a rozbłysły jak małe perełki.
-To twój dom?-zapytał zszokowany chłopak.
-Tak.Ale teraz także i twój.-powiedziałem pogodnie.
-Czy to dla ciebie na pewno nie problem? Bo wiesz, my się tak praktycznie wcale nie znamy.
-Już ci mówiłem, że to nie jest żaden problem.-westchnąłem. 
Chłopak tylko kiwną głową na znak zgody, a ja poprowadziłem go do drzwi wejściowych i umożliwiłem nam wejście do środka. Dave był zaskoczony wystrojem wnętrz. Podejrzewam, że w swoim rodzinnym domu nie miał takich luksusów jakie są tutaj. W końcu nie każdy posiada czerwony dywan w hollu, kryształowe żyrandole oraz garderobę na okrycie wierzchnie, ale co ja poradzę,na to że uwielbiam przepych?
-Chodź, pokaże ci teraz cały dom i twój pokój. Potem zjemy kolację i pogadamy. Przecież musimy się trochę poznać.
-No ok.-powiedział nieśmiało.
Oprowadziłem go po całym apartamencie. Widziałem zachwyt w jego oczkach. To było cudowne uczucie wiedzieć, że uratowało się tak kruchą istotkę przed bezdomnością.

Po jakichś dwóch godzinach poszedłem do jego pokoju i zaprosiłem go na kolację. Przygotowałem kanapki z serem i sałatkę warzywną ( wiem mistrzem kuchni to ja nie jestem ). Byłem wegetarianinem więc w domu nie było żadnego mięsa. Będę musiał chyba skoczyć po coś do sklepu. Młody zszedł do kuchni i usiadł przy stole. Głowę miał spuszczoną więc musiał czuć się tutaj trochę niepewnie.
-Sorki, że nie ma tu nic z mięsem, ale jestem wegetarianinem i nienawidzę mięsa.-powiedziałem.
-Spoko. Ja też nie jem mięsa. Pewnie dlatego jestem taki chudy.-uśmiechnął się niepewnie.
-No pewnie tak.-zaśmialiśmy się.
Zaczęliśmy jeść. Była taka niezręczna cisza więc zacząłem gadać o wszystkim po kolei nawet o pogodzie. Nagle zeszliśmy na trochę niewygodne dla Dave'a tematy.
-To może opowiesz mi dlaczego twoi rodzice wykopali cię z domu?-spytałem delikatnie.
-Ja...No...-zaczął się plątać.
-To dla ciebie krępujące?
-Trochę, ale i tak chcę ci to opowiedzieć. Sądzę, że jestem ci to winny po tym jak mi pomogłeś.-powiedział.
Uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco.
-Nic mi nie jesteś winny.-powiedziałem.
-Ale ja chcę ci to powiedzieć.-upierał się.
-No dobrze. Więc będę słuchał uważnie.
-Wiec zaczęło się od tego, że moi rodzice wyjechali na weekend do dziadków. Ja zostałem sam i zaprosiłem mojego najlepszego kumpla do domu. Siedzieliśmy, gadaliśmy i piliśmy piwo. Była super atmosfera.-uśmiechnął się.- Obaj byliśmy już trochę wstawieni i tak jakoś wyszło, że znaleźliśmy się tak niebezpiecznie blisko siebie. On przybliżył się do mnie jeszcze bardziej i wpił się w moje usta.-przerwał na chwilę.- A potem zaczął mnie dotykać i rozbierać. Kiedy już byliśmy nadzy i rozpaleni do granic możliwości w drzwiach pojawili się moi rodzice i zaczęli się wydzierać. Wyrzucili mojego kumpla, a ja miałem potem cały dzień wykłady o tym, że to jest nienormalne.-jedna samotna łza spłynęła po jego policzku.- Wtedy... Ja powiedziałem im, że jestem gejem.-przerwał i spojrzał na mnie jakby oczekiwał, że zaraz zacznę na niego wrzeszczeć, że jest pedałem, ale gdy nic takiego nie nastąpiło trochę się rozluźnił i kontynuował.- Kiedy już się dowiedzieli o całej prawdzie, kazali mi się jak najszybciej wynosić. Wykrzyczeli mi w twarz, że nie chcą mieć takiego syna jak ja. Że mnie nienawidzą i nie chcą mnie więcej widzieć.-po jego policzkach teraz już strumieniem toczyły się kolejne łzy.- Potem wpadłem na ciebie jak uciekałem od nich jak najdalej. A dalszą część już znasz.
-Nie płacz.-odezwałem się po chwili.
-Ja zrozumiem jeśli teraz mnie wyrzucisz z domu. W końcu jestem inny niż wszyscy.-wychlipał.
-Nie mam zamiaru wyrzucać cię z domu. Niby za co?-zadałem pytanie retoryczne. Nie oczekując odpowiedzi mówiłem dalej.- A tak po za tym to ja też jestem homo.-uśmiechnąłem się promiennie.
-Jesteś gejem?-zapytał zszokowany młodzieniec.
-Tak naprawdę to jestem bi, ale bardziej w stronę facetów, więc można tak powiedzieć.-powiedziałem.
 Resztę kolacji nie odzywaliśmy się do siebie. Ja ciągle mu się przyglądałem i widziałem, że on też na mnie co chwilę zerka. Po kolacji obaj poszliśmy do swoich pokoi.
-Teraz to będzie ciekawie...Hahaha...-szepnąłem do siebie po czym położyłem się i pogrążony we własnych myślach, nawet nie wiem kiedy odpłynąłem do krainy Morfeusza.



__________________________________________________________________________________
Przepraszam, że notka taka krótka, ale to dopiero prolog, więc na szczęście nie musi być długi :)
Mam nadzieję, że komuś się spodoba to opowiadanie. Jest to moja pierwsza wielopartówka, więc trzymam za nią kciuki XD
 PS. Jeśli to czytasz to proszę zostaw w komentarzu opinię. To dla mnie bardzo ważne... Dzięki :P
ENJOY :D