czwartek, 9 maja 2013
6. Miłość Czasem Boli
TOM
Gdy usłyszałem telefon, delikatnie wyplątałem się z objęć Billa, tak żeby go nie obudzić.
Skierowałem się do kuchni i odebrałem połączenie.
-Cześć Tom.-usłyszałem melodyjny głos Dave'a.- Mam nadzieję, że cię nie obudziłem.
-Nie, nie luz. Co tam u ciebie?
-Nie uwierzysz! Dziś brałem udział w pokazie mody Giorgio Armaniego!-prawie krzyknął z podniecenia.
-To super. A kto to ten cały...Armani?-zapytałem głupkowato.
Nie moja wina, że modą się raczej nie interesuję. Jak już to modą dla skateów.
-Jak możesz nie wiedzieć kto to?-zapytał zszokowany.-To jeden z najsławniejszych włoskich projektantów mody męskiej. Ikona stylu...
Chłopak produkował się jaki to ten cały Armani jest boski, a ja tylko mu przytakiwałem nawet nie słuchając co ma do powiedzenia. Po chwili poczułem dłoń na moim ramieniu. Delikatnie drgnąłem z zaskoczenia.
-Tom?-zapytał Bill.
-Tak, rozumiem. Przepraszam, oddzwonię do pana.-po tych słowach zakończyłem rozmowę.
-Kto to był?
-Nikt ważny, Billy. Chodźmy już spać.-wykręciłem się.
Na szczęście Czarny nic nie podejrzewał i dał się ładnie zaprowadzić do łóżka. No, grzeczny z niego chłopczyk. Jak chcę to potrafi.
Położył się obok mnie i ufnie wtulił się w mój bok.
-Tom zaśpiewaj mi coś.-poprosił sennie.
-Biiiill...-przeciągnąłem cierpiętniczo, ale i tak zacząłem śpiewać jedną z kołysanek, które śpiewała mi moja matka.
Na całe szczęście Czarny usnął bardzo szybko.
Ja, tuląc go do siebie, długo jeszcze nie mogłem zasnąć. Nie wiedzieć czemu zaczęły mnie męczyć wyrzuty sumienia.
Tylko czy ja zrobiłem coś złego?
BILL
Obudziłem się rano. Było około dwunastej. No co? Nie moja wina, że jestem leniem.
Mniejsza o to. No, więc obudziłem się rano i obok mnie zastałem puste miejsce. Gdzie do cholery jest Tom?-pomyślałem.
Byłem jeszcze nie do końca przytomny, ale powoli doszedłem do łazienki, wziąłem prysznic i ubrałem się. Swoje kroki od razu skierowałem w kierunku kuchni.
Gdy do niej wszedłem usłyszałem, że Tom z kimś żywo dyskutuję. Ale gdy tylko mnie zobaczył zakończył rozmowę. Znowu to samo co poprzedniej nocy. Czy on coś przede mną ukrywa?
-Z kim rozmawiałeś, To-om?-zapytałem ziewając.
-Z nikim ważnym.- powiedział Dred, ukazując przy tym rząd białych ząbków.
Jak nie chce mi powiedzieć to nie będę naciskał.-pomyślałem.
Chłopak wstał i przytulił mnie mocno, gładząc po plecach.
- To na prawdę nikt ważny. Nie martw się.- uśmiechnął się pokrzepiająco.- Niemal słyszę jak trybiki obracają się w twojej głowie, Śliczny. Za bardzo się spinasz.
Łatwo mu mówić. To nie ja ciągle dostaje jakieś tajemnicze telefony, a potem nie mówię nawet od kogo. Jak mam się niby NIE martwić!?
Dobra trzeba się uspokoić. Wdech i wydech. Ok, już lepiej.
- Oki, oki. Już spoko.- odwzajemniłem jego uśmiech.
- Po za tym mam dla ciebie niespodziankę, ale to dopiero wieczorem.- położył mi palec na ustach.- Nie próbuj nawet! I tak nic nie powiem.- wystawił mi język.
Już chciałem się na niego śmiertelnie fochnąć i nie odzywać do czasu aż nie chlapnie co dla mnie przygotował, ale skurczybyk pocałował mnie tak, ze straciłem oddech, a w kolanach nagle miałem watę.
Co ten człowiek ze mną robi?
__________________________________________________________________________
Postanowiłam się w końcu spiąć i napisać kolejną część tego opowiadania. Nie wiem kiedy będzie dalsza i czy w ogóle, ale macie na razie chociaż tyle. Przepraszam też za długość, ale nie jestem w stanie wykrzesać z siebie niczego więcej.
piątek, 12 kwietnia 2013
My Mind
Mój umysł jest zawiły.
Okropnie trudno jest się w nim odnaleźć.
Czemu nie potrafisz współpracować z sercem?
Czemu wszystko komplikujesz?
Mam dość!
Chcę się uwolnić z niewoli!
Nie potrafię.
Jestem więźniem własnego rozumu.
Dusza uwięziona w ciele męczennika.
Czy tak trudno pogodzić się ze śmiercią?
Czy to wszystko musi wciąż powracać?
Powracać ze zdwojoną siłą.
Nie mam odpowiedzi.
Wpadam w najczarniejszą otchłań.
Otchłań umysłu.
Umysłu chorego.
Nie możliwe jest wyleczenie.
Pogrążam się.
Upadam na dno.
Nie wydostanę się.
Umieram tam w środku.
Kochane serce, czemu nie pomożesz?
Tylko Ty możesz mnie uratować.
Chyba nie chcesz.
Kochane serce, czy Ty też umarłeś?
Jak ja, tam w środku?
Monolog prowadzony ze sobą.
To nie pomaga.
Ból powraca.
To nieuniknione.
Teraz już chcę tylko jednego.
Tylko to się liczy.
AMEN.
Dusza uwięziona w ciele męczennika.
Czy tak trudno pogodzić się ze śmiercią?
Czy to wszystko musi wciąż powracać?
Powracać ze zdwojoną siłą.
Nie mam odpowiedzi.
Wpadam w najczarniejszą otchłań.
Otchłań umysłu.
Umysłu chorego.
Nie możliwe jest wyleczenie.
Pogrążam się.
Upadam na dno.
Nie wydostanę się.
Umieram tam w środku.
Kochane serce, czemu nie pomożesz?
Tylko Ty możesz mnie uratować.
Chyba nie chcesz.
Kochane serce, czy Ty też umarłeś?
Jak ja, tam w środku?
Monolog prowadzony ze sobą.
To nie pomaga.
Ból powraca.
To nieuniknione.
Teraz już chcę tylko jednego.
Tylko to się liczy.
AMEN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)